Lokatorskie piekło III RP

Sep 24, 2017 | Mateusz

Lokatorskie piekło III RP

Czasem w dyskusji wewnątrz środowiska prawicowego pojawia się zarzut – dlaczego tak mało spośród nas angażuje się ‘’sprawy lokatorskie” – czyli obronę lokatorów mieszkań komunalnych w kamienicach przed eksmisjami


Niewątpliwie III RP boryka się z problemem eksmisji mieszkańców przez prywatnych właścicieli kamienic. Nie podlega wątpliwości również, że problem ten jest czołową, merytoryczną dziedziną działalności, środowisk lewicowych, które budują w oparciu o nią spory kapitał społecznego zaufania pośród ludzi objętych eksmisjami. Na czym polega problem tak częstych konfliktów na linii właściciel kamienicy – mieszkańcy?

Istnieje wiele przypadków eksmisji powodowanych obiektywną przyczyną, tak samo jak istnieje wiele prywatnych kamienic zarządzanych w sposób uczciwy i normalny – ich ten artykuł rzecz jasna nie dotyczy. Większość przypadków eksmitowania mieszkańców to skutek przejęcia kamienicy przez nowego właściciela, na tle roszczenia sobie prawa do niej i ten rodzaj eksmisji poniżej zostanie wzięty pod lupę.

Zwykle wygląda to tak: w starej kamienicy, wybudowanej jeszcze przed II wojną światową, w spokoju mieszkają lokatorzy, często już kolejne pokolenie. Kamienica, w zależności od sytuacji i miejsca od lat jest własnością: komunalną, zakładową, spółdzielczą bądź wspólnotową. Mieszkańcy regularnie płacą czynsz, na miarę możliwości dbają o kamienice. Aż, tu nagle, pewnego dnia pojawia się nowy, prywatny właściciel, który kamienice przejął od miasta. Wówczas zaczynają się problemy. Właściciel anuluje wynajem i pozywa lokatorów do sądu, sąd orzeka eksmisję, a mieszkańcy muszą szukać nowego lokum. Droga sądowa to jednak lata rozpraw, biurokracji i kosztów dlatego bardzo często, nowi właściciele podnoszą czynsz do takiej kwoty, której mieszkańcy nie są w stanie płacić. W skrajnych przypadkach odcinają media lub zastraszają mieszkańców, efekt jest ten sam – lokatorzy zostają wyrzuceni. Proceder bezpardonowego pozbywania się najemców to chleb powszedni największych polskich miast. Mimo, iż urąga on ludzkiej godności to jest legalny. Dlaczego?

 

Wielka nacjonalizacja i Dekret Bieruta

Całe zjawisko jest pokłosiem zakrojonej na szeroką skalę nacjonalizacji nieruchomości w pierwszych latach po II wojnie światowej.

Po wojnie, Polska była zrujnowana, setki tysięcy budynków mieszkaniowych leżało w gruzach, a miliony Polaków pozostawało bez dachu nad głową. Kraj trzeba było odbudować. Wobec totalnego zubożenia społeczeństwa, inicjatywę odbudowy wzięło na siebie Państwo. Jednak z formalnego punktu widzenia, Państwo nie miało możliwości, by cokolwiek zrobić z ruinami budynków gdyż nie należały one do niego. A to dlatego, że przed wojną, 90% wszystkich nieruchomości mieszkaniowych w Polsce, posiadało prywatnych właścicieli. Wobec tego rząd nie miał prawa nimi administrować i prowadzić odbudowy.

By mieć podstawę prawną do przejęcia kamienic, PKWN wydał 21 grudnia 1945 roku specjalny Dekeret o publicznej gospodarce lokalami i kontroli najmu. Dekret ten obowiązywał początkowo w sześciu największych miastach Polski: Warszawie, Łodzi, Gdańsku, Lublinie, Krakowie, Katowicach i Poznaniu. Następnie rozciągnięto go, w 1951 roku na wszystkie lokale.

Miesiąc wcześniej wydano Dekret z dnia 26 października 1945 roku o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy, znany jako Dekret Bieruta. Oba akty zapoczątkowały wywłaszczenia właścicieli nieruchomości mieszkaniowych, które od tej pory stawały się własnością Państwa. Wymienione dekrety stosowano jednak zarówno dla kamienic, które potrzebowały odbudowy jak i do tych, które były w stanie względnie dobrym. Np. na ziemiach odzyskanych czy w Krakowie wiele nieruchomości mieszkaniowych nie uległo większym zniszczeniom. Przejmowano je jednak, z taką samą determinacją.

Nacjonalizacja miała ogromną skalę. To, że tak wiele budynków mieszkaniowych współcześnie jest własnością gminy, państwa czy też spółdzielni mieszkaniowych zawdzięczamy właśnie dwóm komunistycznym dekretom z końca 1945 roku. Tak ogromny rozmiar wywłaszczenia, to efekt bardzo skromnych państwowych zasobów mieszkaniowych II RP, ponieważ jak już było wspomniane, w okresie międzywojennym 90% wszystkich nieruchomości mieszkaniowych należało do prywatnych właścicieli .

Np. w objętej Dekretem Bieruta Warszawie, na 24 330 budynków i 40 tys. prywatnych parceli, miasto miało zaledwie 853 nieruchomości! (w tym publiczne szalety i grunty niezabudowane). W innych wielkich miastach było podobnie.

W późniejszych latach nastąpiły kolejne akty nacjonalizacyjne, których zwieńczeniem był dekret z dnia 26 kwietnia 1949 o nabywaniu i przekazywaniu nieruchomości niezbędnych dla realizacji narodowych planów gospodarczych. Powodował on masowe, indywidualne wywłaszczenia sprowadzające się w istocie do przejmowania na własność państwa wszystkiego, co jeszcze przejęte nie zostało.

Co ważne, Państwo dekretami, wg. litery prawa przejmowało tylko grunta, na których stały budynki, nie same zabudowania. Budynki znajdujące się na nich miały pozostać własnością dotychczasowych właścicieli. W praktyce jednak zabierano właścicielom również kamienice lub poddawano je obowiązkowi kwaterunku wskazanych przez lokalną administrację osób – dotyczyło to zwłaszcza dzielnic centralnych, gdzie znajdowały się grunty o dużej wartości.

Wielu właścicieli protestowało i nie godziło się z takim rozporządzaniem ich majątkiem. By ukrócić protesty, wydano kolejny dekret, zmuszający właścicieli do renowacji zniszczonych przez wojnę domów. Jeśli właściciel zwlekał, z odbudową lub remontem, dokonywało tego miasto na jego koszt. Do czasu spłacenia należności, dom taki stawał się własnością gminy. W ten sposób przejęto resztki pozostających w rękach prywatnych nieruchomości.

 

Błędy nacjonalizacji przyczyną eksmisji

Wydawałoby się, że Państwo przejęło nieruchomości i stało się ich wieczystym właścicielem. Jednak dlaczego dochodzi do reprywatyzacji kamienic i wyrzucania ludzi na bruk? Powodem były rażące zaniedbania prawne przy nacjonalizacji po II wojnie światowej. Państwo zadowalało się przejęciem gruntów i budynków oraz ich wykorzystaniem, zapominając zupełnie o uregulowaniu stanu prawnego po przejęciu. Rażące uchybienia były następujące:

Nie zostały dokonane żadne właściwe wpisy w księgach wieczystych, które potwierdzałyby przejęcie gruntów i budynków przez państwo. Wg. ksiąg wieczystych właścicielami pozostają do dnia dzisiejszego prywatni właściciele, do których kamienice należały przed wywłaszczeniem w 1945.
Naruszono konstytucyjne prawo własności – mówiąc wprost; nacjonalizacja była niezgodna z prawem. Nawet ówczesnym.
Dekrety zakładały odszkodowania wywłaszczeniowe – w 99% przypadków w PRL nie wypłacano jednak żadnych odszkodowań.
Powyższe naruszenia, których winowajcą jest komunistyczny rząd dokonujący wywłaszczeń sprawiły, że osoby przejmujące od gmin kamienice mają do tego pełną legitymację. Tym bardziej, że w świetle prawa ich roszczenia nie ulegają przedawnieniu i nawet 70 lat od nacjonalizacji pozostają aktualne.

Prawo pozwala przedwojennym właścicielom składać do sądu tzw. roszczenia petytoryjne, które reguluje art. 222 kodeksu cywilnego. W autorytarnej PRL było to niemożliwe lecz po 1989r. Dawni właściciele, a w większości przypadków osoby tylko się za nich podające, zaczęli zasypywać sądy i miejskie ratusze roszczeniami. Znaczna większość z nich została rozstrzygnięta na ich korzyść. Właściciele i nie tylko oni, zaczęli więc przejmować utracone kamienice … razem z mieszkańcami.

 

Kamieniczna mafia roszczeniowa

Być może całego procesu wojen o kamienice by nie było, bądź nie na taką skalę gdyby nie grupa ludzi, którzy zwietrzyli w przejmowaniu kamienic złoty interes. Od początku lat 90-tych, wąskie grono biznesmenów-oligarchów, dociera do ludzi, którzy są potomkami przedwojennych właścicieli kamienic. Często także do ludzi, których pokrewieństwo z właścicielami jest bardzo odległe lecz w świetle paragrafów mają oni prawo do kamienic. Biznesmeni odkupują od rodzin i potomków właścicieli roszczenia. Bywa, tak, że osoba sprzedająca roszczenia nie wie zupełnie o co chodzi i odsprzedaje prawa do kamienicy za 50, 100, 200 zł. Kupujący spisują u notariuszy odpowiednie akty i przejmują uprawnienia do nieruchomości. To ludzie, których stać na opłacenie najlepszych adwokatów, którzy, by skutecznie wyegzekwować roszczenie posłużą się lukami w prawie. Bywa, że stać ich również na łapówki dla urzędników. Po odzyskaniu kamienicy stosują oni brutalne, drakońskie metody by pozbyć się mieszkańców; od eksmisji sądowej poczynając na podnoszeniu czynszu i zastraszaniu kończąc. Od upadku PRL do dziś zrodził się prawdziwy pół-legalny rynek handlu i obrotu roszczeniami.

Najgłośniejszy w ostatnich latach kamienicznik to Marek Mossakowski, który z powodzeniem odzyskuje cudze nieruchomości, do których skupuje roszczenia. Nabywa też udziały w kamienicach od spadkobierców właścicieli i pełni rolę ich pełnomocnika. Działa w stolicy i jest postrachem warszawskich lokatorów: O jego bezwzględności przekonali się już lokatorzy z ulic Francuskiej, Nabielaka, Otwockiej, Krakowskiego Przedmieścia i Hożej. Inny przykład z Warszawy to Hubert Massalski, kolega i wspólnik Mossakowskiego. Zasłynął przejęciem kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 65 zajmowanej do 2009 roku min. przez… Miejski Punkt Informacji Turystycznej.

Panowie M. którzy od warszawskich lokatorów dostali pseudonim ,,Grupa SS”, na oskarżenia o uprawianie biznesu na roszczeniach odpowiadają – ,,To nie jest biznes, to przywracanie prawa”.